RSS
15.11.2007 | Wywiady | Rząd (2005-2007) | źródło: Polskie Radio Pr 1

Jarosław Kaczyński gościem „Sygnałów dnia”

Jacek Karnowski: W „Sygnałach Dnia” pierwszy gość - premier Jarosław Kaczyński. Dzień dobry, panie premierze.

Jarosław Kaczyński: Dzień dobry.

Jacek Karnowski: Na początek sprawa Afganistanu. Prokuratura Wojskowa postawiła zarzuty zabójstwa ludności cywilnej sześciu żołnierzom biorącym udział w akcji w Afganistanie. Tam zginęło sześciu cywili. Prokuratura informuje, że ostrzelanie afgańskiej wioski nie było związane z jakimkolwiek równoczesnym, bezpośrednim, realnym aktem agresji ze strony ludności miejscowej. No, to jest smutna sprawa.

Jarosław Kaczyński: No, jest smutna. To jest sprawa wymiaru sprawiedliwości, tyle mogę o tym powiedzieć.

Jacek Karnowski: Panie premierze, Donald Tusk podał pełny skład rządu, w piątek zaprzysiężenie. Jak pan ocenia ten wybór dokonany przez szefa PO już desygnowanego na premiera?

Jarosław Kaczyński: Wie pan, ja jestem w trudnej sytuacji, bo jestem ustępującym premierem i w piątek właśnie ostatecznie tym premierem już tylko pełniącym obowiązki premiera być przestanę, więc zawsze mogę być oskarżany o brak obiektywizmu. Nie powiem nic nadzwyczajnego. Nie wydaje mi się, żeby ten skład rządu był szczególne mocny. I to tyle.

Jacek Karnowski: Dostrzega pan jakiś klucz w doborze współpracowników? No bo to są decyzje podejmowane przez polityków, oni operują w takiej, a nie innej rzeczywistości, muszą godzić różne racje zapewne.

Jarosław Kaczyński: No, każdy polityk musi godzić różne racje, ale z jednej strony widać, że drużyna jest ciągle obok szefa. Mówię tutaj o Schetynie, mówię tutaj o Drzewieckim, mówię tutaj o Nowaku, mówię tutaj o Grasiu. No, wymieniany w tej grupie jest także jeszcze pan Grupiński. Nie wiem, jaka będzie jego rola. Mogę też - spojrzawszy na różne zmiany, które się dokonywały w trakcie przygotowań do powołania rządu - sądzić, iż nie było tak, żeby Platforma była przygotowana do władzy, no i niektóre ważne resorty zostały obsadzone „z łapanki”, jak to się mówi, w tym superważny resort rozwoju regionalnego - tam naprawdę trzeba mieć kogoś bardzo dobrego. Oczywiście, nie chcę z góry twierdzić, że ta pani, która została szefem resortu, nie jest bardzo dobra, ale też wiem, że nie była pierwszym ani nawet, zdaje się, drugim kandydatem, więc tutaj wyraźnie widać kłopot, a rzecz jest w najwyższym stopniu poważna, no bo bez realizacji tego programu, który umożliwia skorzystanie z środków europejskich, my szybko rozwijać się nie będziemy, a szybki rozwój jest wedle wszelkich deklaracji głównym celem tego rządu. Nie chciałbym w tej chwili komentować innych obsad, jest tam wiele znaków zapytania.

Jacek Karnowski: Wczoraj Donald Tusk spotkał się z prezydentem kolejny raz. Nie uwzględnił zastrzeżeń prezydenta co do tych dwóch kandydatów na ministrów, czyli Zbigniew Ćwiąkalski - Ministerstwo Sprawiedliwości - i Radosław Sikorski - Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Ale odnosząc się do relacji z prezydentem, premier Tusk powiedział: „Wchodzimy na dobrą drogę w relacjach z głową państwa, zwłaszcza w polityce międzynarodowej”.

Jarosław Kaczyński: Cieszę się z tego. O Radku Sikorskim nie mogę już nic więcej powiedzieć. Natomiast jeżeli chodzi o pana profesora Ćwiąkalskiego, tutaj konflikt interesów jest tak oczywisty, że ta decyzja wydaje mi się zdumiewająca, ale to jest decyzja Donalda Tuska, jego partii i decyzja, która pokazuje coś, co dla mnie jest oczywiste, ale mam nadzieję, że z czasem stanie się oczywiste także dla opinii publicznej. To nie jest formacja, która przestrzega demokratycznych standardów.

Jacek Karnowski: Co pan konkretnie zarzuca Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu? On tłumaczy się, że był adwokatem, to jego zawód, praca, różne rzeczy robił, różnych ludzi bronił, teraz przestaje być adwokatem, wycofuje szyld z kancelarii adwokackiej i zaczyna pełnić obowiązki ministra.

Jarosław Kaczyński: Zgoda, ale jest w ogóle pytanie: czy adwokat, czynny adwokat to jest dobry kandydat na ministra sprawiedliwości? Ale adwokat, który wystawia opinie jednemu z najbardziej znanych w Polsce ludzi, chodzi o osobę, która w tej chwili jest oskarżana, która jest w tej chwili w sytuacji podejrzanego, który wystawia opinię o tym, że ona nie dopuściła się przestępstwa, nie może być prokuratorem, który ma prowadzić dalej to śledztwo. Jeżeli odwołać się tutaj do reguł logiki i przyzwoitości, to pan Ćwiąkalski powinien natychmiast to śledztwo umorzyć, a nie sądzę, żeby było to w interesie wymiaru sprawiedliwości. Jest sprawa obrony pana Stokłosy, są także inne sprawy związane z innymi sprawami, z innymi nazwiskami, na przykład przed wszystkim pana Bykowskiego. To nie jest zwykły adwokat. To jest adwokat od szczególnego rodzaju spraw i szczególnego rodzaju ludzi. Jego nominacja jest takim oczywistym zakwestionowaniem tej zasady, którą wprowadziliśmy i która jest, jak sądzę, Polsce potrzebna, realizacja tej zasady jest Polsce bezwzględnie potrzebna, to znaczy zasady równości wobec prawa, równości, która odnosi się także do tych najpotężniejszych, tych, którzy zgromadzili największe społeczne zasoby, na ogół finansowe, ale przecież to często nie są tylko zasoby czysto finansowe, ale na przykład medialne.

Krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia z pewną demonstracją, z pewnym takim bardzo wyraźnym pokazaniem: z tej zasady, z zasady równości rezygnujemy. Mamy ciągle Polskę, czyli mamy znów Polskę, w której ta zasada nie obowiązuje, są równi i równiejsi, są zwykli obywatele i są obywatele mający pewne przywileje. Sądzę, że trudno było znaleźć kandydata lepszego do pokazania właśnie tej zmiany niż pan Ćwiąkalski, tylko że to jest zmiana skrajnie niekorzystna dla naszego kraju, dla obywateli naszego kraju, dla naszych interesów, jakkolwiek by je rozumieć.

Jacek Karnowski: Zbigniew Ćwiąkalski w Ministerstwie Sprawiedliwości to zamierzony, czytelny sygnał odnośnie kierunku w tym resorcie?

Jarosław Kaczyński: Tak, to jest na pewno zamierzony sygnał i to jest powiedzenie tego, co powiedziałem przed chwilą, powiedzenie takie bardzo wyraźne. To jest powrót do lat 90. Nieustannie ostrzegaliśmy, że władza Platformy to będzie powrót do lat 90. i Platforma najwyraźniej chce to pokazać wprost, bo przecież nie wierzę, żeby nie mogła znaleźć jakiegoś innego kandydata na to Ministerstwo. Najwyraźniej chce albo musi pokazać to wprost.

Jacek Karnowski: Panie premierze, notowania Platformy, no, to są sondaże powyborcze, zawsze zwycięzcom rośnie, ale imponują - ponad 50 proc., PiS ponad 20 proc.. Jednocześnie Donald Tusk mówi, wyraża chęć doprowadzenia do pojednania narodowego. Wygląda na to, że może długo rządzić Platforma.

Jarosław Kaczyński: Panie redaktorze, ja bym nie wyciągał wni proc. sków z sondaży zaraz po wyborach. Myśmy z 27 proc., a nie z 41 proc. dochodzili do 46 proc., czyli o 19 proc. To na razie tutaj ten awans jest o chyba 13 czy 14 proc., czyli jeszcze nawet nie ma tego, co myśmy osiągali w najlepszych sondażach. To jest sytuacja, która pojawia się po wyborach i to nawet wtedy, jeżeli ten zwycięzca nie wygrał w sposób tak bardzo przekonywający, bo myśmy w końcu wygrali wszystkiego o 3 proc., nawet chyba niespełna 3 proc., a mimo wszystko to zjawisko miało miejsce. Nie lekceważę go, musimy bardzo poważnie rozważać jako partia opozycyjna tego rodzaju informacje i rozważamy, ale też nie przeceniałbym tego zjawiska.

Co do pojednania narodowego - panie redaktorze, to nie chodzi o słowa, to chodzi o czyny. Wczoraj w Sejmie widzieliśmy, jak to pojednanie wygląda - to jest ograniczanie praw opozycji, to jest kontynuacja, chociaż może mniej intensywna niż przedtem, takiej linii dyfamacyjnej, to jest nieustanne nawiązywanie do konstrukcji stworzonej przez opozycję i przez media w ciągu ostatnich dwóch lat, znaczy konstrukcji kraju, gdzie łamano zasady demokracji, gdzie demokracja była zagrożona. Żadnych zasad demokracji nie łamano, w Sejmie opozycja szalała, atakowała, bardzo często lżyła obóz rządzący. To samo działo się w mediach. Mamy za sobą demokratyczne wybory, utraciliśmy władzę. No, każdy, kto podtrzymuje taki obraz w sensie intelektualnym się kompletnie kompromituje, a mimo wszystko ten obraz jest podtrzymywany, dlatego że Ludwik Dorn nie chciał od razu głosować wniosku o swoje odwołanie, czyli o to, żeby w praktyce uniemożliwiono dalsze rządzenie, bo do tego by się to przecież w istocie sprowadzało, czy z jakichś innych tego rodzaju względów. Otóż korzystanie z regulaminu nie jest żadnym łamaniem zasad demokracji. I to jest jakby zupełnie oczywiste.

Jacek Karnowski: Panie premierze, dlaczego tak istotny jest ten skład Komisji ds. Służb Specjalnych? Bo pan o tym mówi, ma być siedmiu posłów według Prawa i Sprawiedliwości, a nie pięciu. Dlaczego to jest istotne? Posłowie Platformy odpowiadają: kwestia jakości kontroli nad służbami, to jest rzecz istotna, skład komisji drugorzędna.

Jarosław Kaczyński: Zawsze można znaleźć tego typu argumenty. Po pierwsze chodzi o zachwianie parytetów, my jesteśmy mniejszym klubem niż Platforma, ale to jest relacja 209:166, a wedle składu tej komisji to jest relacja 2:1. A po drugie chodzi o to, żeby pozycja jedynej w istocie formacji opozycyjnej, bo LiD jest w tej chwili w istocie trzecim członek koalicji, była możliwie jak najsłabsza. Osoba, która jest sama przeciw wszystkim innym, zawsze działa w nieporównanie trudniejszej sytuacji niż wtedy, kiedy ma towarzysza, nawet dwie osoby to już jest nieporównanie więcej niż jedna. Tutaj mamy taki efekt synergii, bardzo wzmacniające oddziaływanie. A mówiąc najprościej, we dwóch zawsze raźniej.

Krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia z chęcią radykalnego ograniczenia kontroli służb specjalnych przez opozycję i to jest działanie antydemokratyczne. W poprzedniej komisji nas, czyli przedstawicieli PiS-u, było trzech, a PO dwóch. I my niczego innego się nie domagamy, tylko żeby tak samo było w wypadku tej komisji. A poza tym to jest precedens na przykład przy powoływaniu komisji śledczych. To też będą komisje, gdzie koalicja rządowa w tym szerszym tego słowa znaczeniu, rządowa i wokółrządowa, czyli z udziałem LiD-u, będzie mogła robić, co chce z atakowanym i to atakowanym zupełnie bezpodstawnie, PiS-em. Mamy więc zapowiedź czegoś bardzo, ale to bardzo niedobrego i na tym tle te zapowiedzi pojednania są po prostu czystą socjotechniką - uśmiech na twarzy, z tyłu pałka, tak to można najkrócej określić. To nie moje określenie, jeden z dziennikarzy tak mówił.

Jacek Karnowski: Panie premierze, a czy pozostanie wakat w Komisji Służb Specjalnych?

Jarosław Kaczyński: Pozostanie, my będziemy tutaj twardo walczyć. Nie może być tak, żebyśmy pozwalali na tego rodzaju wyczyny, tym bardziej że różnych niepokojących sygnałów świadczących o tym, że polska demokracja jest dzisiaj naprawdę zagrożona, nie była zagrożona dwa lata temu, a dzisiaj jest zagrożona, jest znacznie więcej.

Jacek Karnowski: Aż tak mocno by pan to określił? Zagrożenie demokracji?

Jarosław Kaczyński: No, panie redaktorze, jeżeli ktoś na przykład, a ten ktoś jest premierem, oświadcza, że on bezlitośnie rozliczy autorów jakiejś książki, która ma się ukazać, to po pierwsze domaga się cenzury, a po drugie domaga się jeszcze czegoś więcej niż cenzura, bo jak cenzura w PRL-u komuś coś odrzucała, to z tego powodu tego człowieka „bezlitośnie nie rozliczano”. Czyli to są po prostu pogróżki wobec w tym wypadku naukowców. To są rzeczy zupełnie niesłychane. I niestety niesłychane jest też to, że nie spowodowało to jakiejś bardzo zdecydowanej i bardzo ostrej reakcji. Było kilka reakcji prasowych bardzo słabych. No, to jest po prostu zapowiedź podważania demokracji taka zupełnie wprost. Demokracja to jest system, gdzie mogą ukazywać się książki nawet najbardziej niechętnie widziane przez premiera i mu szkodzące, bo być może, że pan Donald Tusk uważa, że jakaś książka mu zaszkodzi. Chodzi o książkę wydawaną przez IPN, no ale...

Jacek Karnowski: Dotyczącą Lecha Wałęsy.

Jarosław Kaczyński: Tak. Nie dotyczącą skądinąd samego Donalda Tuska.

Jacek Karnowski: Panie premierze, a co się dzieje w Prawie i Sprawiedliwości teraz? Paweł Zalewski zrezygnował z kandydowania na szefa Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Proponowała mu to stanowisko Platforma. Stwierdził, że rezygnuje, bo jego kandydatura, jak się okazało, dzieli, a nie łączy, a on chce łączyć. Jak wygląda sytuacja? Gdyby przyjął to stanowisko, to, rozumiem, musiałby odejść z partii.

Jarosław Kaczyński: Sytuacja Pawła Zalewskiego w partii nie jest dobra, nawet w tej sytuacji, w której nie przyjął, bo w ogóle doprowadzanie do takiego stanu, osłabianie partii, która jest w trudnej sytuacji powyborczej, zawsze po przegranej jest trudna sytuacja, ale w tej chwili ta sytuacja jest szczególnie trudna, no bo jest atak ze wszystkich stron i media działają wedle zasady, którą żartem Warszawa określa w ten sposób: „22 października odbyła się narada naczelnych redaktorów i prezesów, gdzie postanowiono: dotąd atakowaliśmy rząd, dość tego, teraz atakujemy opozycję”. Otóż jeśli ktoś w tej sytuacji decyduje się na działania, o których musi wiedzieć, że szkodzą partii, no to musi się też liczyć z konsekwencjami.

Jacek Karnowski: Słychać też głosy: gdyby przyjął, PiS miałby jednego szefa komisji więcej, i to komisji prestiżowej.

Jarosław Kaczyński: No, po pierwsze nikt nam nie mówił, że to będzie dziewiąta komisja dla PiS-u, ja sądzę, że to byłaby jednak ósma, to raczej byśmy mieli jedną komisję mniej niż więcej, to po pierwsze. A po drugie to kluby obsadzają komisje i nawet gdyby nam zaproponowano Komisję Spraw Zagranicznych (nikt nam tego nie proponował), to z całą pewnością nie Paweł Zalewski zostałby jej przewodniczącym, jako że nasz klub parlamentarny i nasza partia ocenia politykę zagraniczną ostatnich dwóch lat jako udaną i ma tutaj bardzo dużo argumentów, po prostu odwołuje się do faktów, a nie do jakichś artykułów prasowych i do furii czy wyników furii korporacji zawodowej, korporacji dyplomatów, nie wszystkich dyplomatów, ale niestety dużej ich części, której interesy zostały naruszone i których, można powiedzieć, najgłębsze poczucie wartości zostało poruszone, bo ich polityka okazała się, powiedzmy, możliwa do zakwestionowania i jednocześnie to zakwestionowanie okazało się skuteczne, bo dzisiaj nawet nasi przeciwnicy, nie szczędząc nam przy tym razów, stwierdzają, że Polska jest w Europie krajem dużo, dużo ważniejszym niż była dwa lata temu.

Jacek Karnowski: A Kazimierz Michał Ujazdowski i Ludwik Dorn? Czy ta sytuacja tych trzech, nazwijmy to, buntowników, ona jakoś się wyklaruje? Domagają się, jak mówią, wewnętrznych reform w partii.

Jarosław Kaczyński: Ta sytuacja się musi wyklarować do kongresu. Partia będąca w sytuacji takiej jak nasza w żadnym razie nie może sobie pozwolić na to, żeby jakieś wewnętrzne spory toczyły się zbyt długo z tego względu, że to będzie ją bardzo osłabiało, a media będą traktowały te spory jako główny temat odnoszący się do tej partii. Myśmy już kiedyś w Porozumieniu Centrum taką sytuację przeżywali i wiemy, jak to się kończy. Nie pozwolimy na to po prostu. Można iść z partią dalej, można należeć do tych, którzy w trudniejszych sytuacjach nie wytrzymują. To jest wybór bardzo jasny. Ani Kazimierz Ujazdowski, ani Ludwik Dorn nie przekonają nikogo w partii o tym, że ich działania nie są szkodliwe i że oni tego nie wiedzą. I to jest poza jakąkolwiek dyskusją, a cała reszta to już jest tylko kwestia statutu partii, odpowiednich działań władz.

Jacek Karnowski: Muszą się wycofać i wtedy mogą iść dalej.

Jarosław Kaczyński: Muszą zaniechać wszelkich działań publicznych, to po pierwsze, a cała reszta należy do ich decyzji. Na kongresie partii, o ile będą lojalni i będą mogli być na tym kongresie, mogą, oczywiście, przedstawić swoją płaszczyznę i także swoje kandydatury personalne. Ja będę prosił o wotum zaufania. Oczywiście, każdy będzie mógł na tym kongresie oświadczyć, że ma inne zdanie i że nie należy mi tego wotum udzielać i że ktoś inny powinien zostać szefem partii. I to jest dopuszczalne. Natomiast nie jest dopuszczalne szkodzenie partii. Powtarzam: stwarzanie sytuacji, w której Prawo i Sprawiedliwość w świetle mediów będzie przede wszystkim partią wewnętrznego konfliktu. A oni świetnie wiedzą, że tak właśnie będzie, jeżeli będą kontynuowali swoją działalność.

Jacek Karnowski: Panie premierze, na koniec chciałem jeszcze pana zapytać o pana głośną wypowiedź. W jednym z wywiadów stwierdził pan, że nie za bardzo nadaje się na Tuska, bo nie wychował się pan na podwórku, ale w trochę lepszych miejscach. No, było dużo komentarzy, nawet część osób poczuła się urażona, zarzucając panu pewnego rodzaju podejście klasowe, tak to można zinterpretować.

Jarosław Kaczyński: To jest tak, że Donald Tusk ma 50 lat i nawet niezależnie od tego, gdzie się wychował (sam mówił o podwórku) mógłby już przyjąć pewne reguły kultury, które powinny obowiązywać wszystkich niezależnie od tego, gdzie się wychowali, a już na pewno wszystkich, którzy funkcjonują w życiu publicznym. I chciałem po prostu na to wskazać. Ja nigdy nie miałem z tym kłopotów, no bo rzeczywiście się nie wychowywałem na podwórku, chociaż bywałem na podwórku i nie byłem izolowany przez rodziców w młodości czy w dzieciństwie. A Donald Tusk ma z tym bardzo wyraźne kłopoty. Przede wszystkim ma ogromną łatwość mówienia nieprawdy i o to tutaj głównie chodziło.

Ja nie jestem w stanie prowadzić polityki opartej o twierdzenie, że w Polsce dzieje się coś, co się z całą pewnością w Polsce nie dzieje, a cała polityka Platformy Obywatelskiej w ciągu ostatnich dwóch lat była właśnie o to oparta, to znaczy głoszono, że w Polsce jest zagrożona demokracja, a ona nie była zagrożona ani w sensie intencji jej podważania przez władzę, ani w sensie możliwości, co Donald Tusk, oczywiście, musiał świetnie wiedzieć. Tylko ludzie skrajnie naiwni i zupełnie nie orientujący się w sytuacji mogli sądzić, że ta władza, bardzo uczciwie mówiąc słaba, mogła demokrację podważyć, nawet gdyby chciała. A Donald Tusk też z całą pewnością wiedział, że nie chcę tego uczynić, to znaczy że Prawo i Sprawiedliwość na pewno jest formacją demokratyczną.

A po drugie twierdzono, że we wszystkich dziedzinach życia społecznego wszystko się wali, że w gospodarce jest fatalnie, a było bardzo dobrze, że polityka zagraniczna to po prostu tragedia. No, wyniki Lizbony, różnych inicjatyw odnoszących się do południowego wschodu czy różnych stosunków z naszymi sąsiadami, łagodnie mówiąc, wskazują na coś zupełnie innego. Przy tym najważniejsza jest tutaj niewątpliwie Lizbona, pozycja Polski została bardzo wyraźnie wzmocniona. I w związku z tym chciałem po prostu powiedzieć, że ja będę krytyczny, ale nie będę stwarzał jakiejś nadrzeczywistości czy kontrrzeczywistości i nie będę twierdził nieustannie, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Mam tutaj rzeczywiście pewien kłopot, który być może związany jest z jakimiś tam uwarunkowaniami innego rodzaju, ale być może po prostu z wychowaniem.

Jacek Karnowski: Panie premierze, w piątek pan opuszcza Kancelarię Premiera. Jakiś urlop czy od razu do czynnej polityki w opozycji?

Jarosław Kaczyński: Znaczy ja chcę wyjechać na urlop, ale czterodniowy i prosto z tego urlopu już pojadę na spotkania partyjne, nawet nie zahaczając o Warszawę. No i później to już będzie po prostu polityka. Mamy przecież już bardzo niedługo kongres. No, jeszcze przedtem będzie trzeba odbyć te wszystkie sejmowe uroczystości związane z powołaniem rządu, będzie exposé premiera, przypuszczam, że ja będę na to exposé odpowiadał. Będziemy musieli przecież podejmować wiele innych działań zmierzających do tego, żeby społeczeństwo wiedziało, że istniejemy, że bronimy interesów tych przeszło 5 milionów wyborców, którzy nas poparli, dokładnie 5 milionów 174 tysiące, i jednocześnie że zabiegamy także o to, by przekonać tych, którzy nas nie poparli, głosowali na Platformę Obywatelską, w ogóle nie głosowali, głosowali na inne partie. To jest przedsięwzięcie niełatwe, ale wiemy, ku komu musimy się zwrócić. Bo, proszę państwa, to jest tak, że gdyby odjąć pięć czy sześć największych polskich miast, to już byśmy te wybory wygrali, bo cała różnica jest w tych miastach, te przeszło półtora miliona głosów różnicy to jest pięć czy sześć największych polskich miast. Powtarzam: gdyby je wyłączyć, to już mamy niewielką przewagę. I w związku z tym przez cały czas zachowując stuprocentową lojalność wobec naszego elektoratu, musimy też zwrócić się do elektoratu, do obywateli tych miast właśnie i próbować ich przekonać, że to, czym się kierowali w niejednym wypadku było błędne, to znaczy wszystkie te lęki, które zbudowano wokół PiS-u były lękami całkowicie nieprawdziwymi. Znaczy nie mającymi podstaw.

Jacek Karnowski: Dziękuję bardzo. Premier Jarosław Kaczyński był gościem „Sygnałów Dnia”. Panie premierze, bardzo dziękujemy.

Jarosław Kaczyński: Dziękuję.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Prawo i Sprawiedliwość nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Komentarze (41):

• PC,ROP,PiS wraz z DRUŻYNĄ - 19.11.2007, 13:39
• Michał - 17.11.2007, 15:05
• ...

Konrad Szymański: Unii Energetycznej już nie ma

Przyjęte w piątek konkluzje Rady w sprawie unii energetycznej nie zawierają żadnego z pierwotnych polskich postulatów w zakresie bezpieczeństwa dostaw. Wśród 9