RSS
14.11.2007 | W TV | Rząd (2005-2007) | źródło: TVP1

Aleksander Szczygło w „Kwadransie po ósmej”

Justyna Dobrosz-Oracz: „Kwadrans po ósmej”, witam Państwa. Moimi i Państwa gościem jest dzisiaj Minister Obrony Narodowej Aleksander Szczygło. Czy to, co się wydarzyło w Afganistanie to jest plama na honorze polskiej armii?

Aleksander Szczygło: Od tego, by rozstrzygać o winie i niewinności jest sąd i proces sądowy. Z mojego punktu widzenia nie mam prawa i nie chcę wpływać na postępowania prokuratury wojskowej, skoro tak się stało i zatrzymano 7 żołnierzy, to są jakieś podstawy.

J.D-O.: Ale mamy precedens: po raz pierwszy nasi żołnierze zostali oskarżeni o łamanie konwencji haskiej i genewskiej.

A.S.: To sprawa prokuratury wojskowej, która prowadzi postępowanie i ono oraz ewentualny proces, mają przynieść odpowiedź na pytanie, które Pani teraz stawia.. Ja nie jestem w stanie udzielić żadnej odpowiedzi. Chciałbym jednocześnie podkreślić, że wyciąganie tak daleko idących wniosków z zachowania, które stało się podstawą zatrzymania 7 żołnierzy na 1200, którzy byli w Afganistanie byłoby niesprawiedliwe dla armii i krzywdzące. Zawsze w wiekszej grupie ludzi mogą się znaleźć osoby, które zachowują się niewłaściwie, postępują niezgodnie z przepisami prawa. I to też może się zdarzyć w wojsku, i z tym walczymy.

J.D-O.: Ale w sierpniu stanął Pan po stronie żołnierzy mówiąc, że mają prawo się bronić. Czy coś się od tego czasu zmieniło? A może wtedy ktoś prowadził Pana w błąd?

A.S.: Wtedy już w niektórych wypowiedziach publicznych przyjęto założenie, że określono, iż jest już wina. A ja podkreślam także dzisiaj: będę bronił żołnierzy dopóty, dopóki nie ma wyroku sądowego. Bo żołnierzy wykonujący swoją misje czyw Iraku, czy w Afganistanie muszą mieć przekonanie, że MON, że Minister Obrony Narodowej, Polacy rozumieją, że oni tam są w warunkach bojowych i wyciąganie pochopnych wniosków, czy wykorzystywanie takich zdarzeń do atakowania wojska, czy dla własnych korzyści politycznych nie może mieć miejsca. I ja przeciwko temu protestowałem wtedy, w sierpniu, i powtórzę to teraz: takich rzeczy nie wolno robić.

J.D-O.: Czy w warunkach wojennych takie błedy są dopuszczalne?

A.S.: Błędy na pewno są dopuszczalne. Ale od tego, żeby określić z czym mieliśmy do czynienia jest postępowanie prokuratorskie i postępowanie przed niezawisłym sądem.

J.D-O.: A dlaczego ci żołnierze nie wrócili wcześniej do kraju, tylko czekali do końca misji?

A.S.: To są pytania nie do mnie.

J.D-O.: Pan jest szefem MON.

A.S.: Jestem szefem MON, jak na razie, ale te sprawy prowadził w pierwszej kolejności prokurator na miejscu i Żandarmeria Wojskowa, a następnie prokuratura w kraju. Skoro postępują w ten, a nie inny sposób, należy przyjmować, że postępują zgodnie z przepisami prawa. Powtórzę jeszcze raz: nie do Ministra Obrony Narodowej należy ocena wykonywania obowiązków, zgodnie z przepisami prawa, szczególnie prokuratury wojskowej. Tutaj nie mogę, ani nie chcę wpływać na postępowanie prokuratury wojskowej. Nawet jeżeli dotyczyłoby to żołnierzy dlatego, że prokuratura ma w swoim postępowaniu określone zasady, które są określone w odpowiednich przepisach.

J.D-O.: A to może wpłynąć na inne misje? Żołnierze nie będą chcieli już wyjeżdżać za granicę?

A.S.: Jeżeli jasno, mam nadzieję, że to stanie się dzisiaj, prokuratura przedstawi powody, to nie sądzę. Jasne rozdzielenie bohaterskiej służby polskich żołnierzy, czy to w Afganistanie, czy w Iraku, od nielicznych, patologicznych, niezgodnych z przepisami prawa zachowań powinno wpłynąć pozytywnie na ocenę zachowań pozostałych żołnierzy. I dlatego powtarzam, że żołnierze wykonują tam misję bojową, są pod ogromną presją sytuacji, zdarzeń, czasu i muszą mieć wsparcie ze strony szefa MON, i ze strony rodaków. Ale jednocześnie to rozdzielenie właściwych i bohaterskich postaw od tych, które nie mogą być tak nazwanymi też będzie miało pozytywny wpływ na samo wojsko.

J.D-O.: W piątek przekazuje Pan resort następcy. Jak Pan ocenia Bogdana Klicha?

A.S.: Ja się wstępnie umówiłem z panem Bogdanem Klichem na czwartek jeszcze, żeby w czasie rozmowy przekazać te informacje, które z mojego punktu widzenia, z punktu widzenia interesów MON są istotne. Różnica poglądów między nami nie może wpływać na przebieg pracy MON.

J.D-O.: A to dobry kandydat?

A.S.: Zawsze przy nowych osobach, które obejmują stanowisko trzeba zachować rezerwę.

J.D-O.: Ale chwalił Pan kandydaturę Bogdana Zdrojewskiego.

A.S.: No tak, ale ja pana Bogdana Zdrojewskiego znam lepiej, bo był przewodniczącym sejmowej komisji obrony narodowej i wydawało się, to nie jest tylko moje zdanie, bo wielu polityków i komentatorów o tym mówiło, że jego kandydatura była naturalną. No i jeśli kogoś lepiej znam, to mogę ocenić tak lub inaczej. W przypadku pana posła Bogdana Klicha ta znajomość jest o wiele mniejsza.

J.D-O.: Platforma Obywatelska zapowiada, że wycofa żołnierzy z Iraku. Dalej by się Pan założył, że nie stanie się to wcześniej niż przed końcem 2008 roku?

A.S.: To nie jest kwestia do zakładania się. To było może nieszczęśliwe określenie z mojej strony. Ale myslę, że ta swoboda w mówieniu niektórych rzeczy ze strony niektórych polityków PO czasami poraża.

J.D-O.: Mówi Pan, że same zapowiedzi wycofania wojsk odbiją się na naszych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi?

A.S.: To samo, jeśli chodzi o likwidację, czy zawieszenie poboru. Jeszcze kilka tygodni temu przedstawiciele PO mówili o 2011 roku. Wczoraj już jeden z polityków PO mówił o 2009 roku. Ja się, że jak w piątek przejmą władzę, to będą chcieli zlikwidować pobór już od poniedziałku. A zapewniam Panią i widzów, że tego się nie da tak szybko zrobić.

J.D-O.: A da się wycofać żołnierzy z Iraku szybko?

A.S.: Co to znaczy szybko?

J.D-O.: Na przykład do końca tego roku? Tak pierwotnie mówiła PO w kampanii wyborczej.

A.S.: Dlatego jest to moje spotkanie z panem posłem Bogdanem Klichem.

J.D-O.: Będzie Pan namawiał PO, by pozostawić żołnierzy w Iraku?

A.S.: To nie jest kwestia namowy. Jeżeli ktoś - i powiem to jeszcze raz z pełną odpowiedzialnością - dla uzyskania lepszego wyniku wyborczego szafuje tego rodzaju obietnicami w kampanii wyborczej, to musi pamiętać, że kampania się już zakończyła i powtarzanie niemądrych rzeczy już po kampanii jest obciążone ryzykiem popełniania błedów.

J.D-O.: Ale dlaczego niemądrych? Polacy twierdzą, że nasza misja się już wyczerpała, że już spełniliśmy swój obowiązek.

A.S.: To raczej politycy PO ciągle mówią o jakiś 400 procentach.

J.D-O.: Ale są też badania opinii publicznej.

A.S.: Jeśli mówią o wypełnieniu celu tej misji, to ja się pytam: a jaki był cel tej misji? Nie potrafią na to odpowiedzieć, bo nie wiedzą. Wygadywanie niemądrych rzeczy w kampanii po to tylko, by osiągnąć lepszy wynik wyborczy, po wyborach należy już tego zaprzestać i jasno podchodzić do oceny.

J.D-O.: Czy to wpłynie na nasze stosunki z USA?

A.S.: Wiem jedno, że po to, podjąć decyzję w tej sprawie, należy rozpatrzyć 4 punkty. Pierwszy to mandat ONZ, drugi to prośba władz irackich o pozostawienie sił koalicyjnych, trzeci to możliwość wzięcia odpowiedzialności przez wojska irackie za bezpieczeństwo w samym Iraku, no i czwarty to porozumienie z naszymi sojusznikami, z którymi jesteśmy w Iraku.

J.D-O.: Czyli dalej powinniśmy stawiać na USA? Bo jak obserwujemy to, co się dzieję, to Francja, Niemcy zabiegają o sojusz z prezydentem Bushem.

A.S.: A na kogo powinniśmy stawiać?

J.D-O.: Na Unię Europejską.

A.S.: Nie przeciwstawiałbym tych dwóch istotnych podmiotów. Filarem polskiej polityki zagranicznej jest członkostwo w Unii Europejskiej i członkostwo w NATO. W tym drugim przypadku najistotniejszym sojusznikiem są USA. Te dwa filary powinny się uzupełniać. Przeciwstawianie tego sobie jest rzeczą niemądrą. Ani w przypadku tych, którzy uważają, że centrum siata jest Bruksela, co jest nieprawdą, ani tych, którzy uważają, że centrum wszystkiego, co ważne z punktu interesów Polski jest Waszyngton - to też jest nieprawda. Ta da filary się ze sobą uzupełniają i powinni wszyscy i tym pamiętać. Ale negowanie istotnego filaru, jakim jest sojusz z USA jest rzeczą nad wyraz niemądrą. To nie Unia Europejska, ani Bruksela stanowi dla nas zapewnienie bezpieczeństwa militarnego.

J.D-O.: Ale USA?

A.S.: USA nam pewno bardziej.

J.D-O.: Kończy się misja tworzenia rządu. Prezydent będzie jeszcze rozmawiał z premierem o kandydaturze Radosława Sikorskiego. Jakie grzechy ma Radosław Sikorski na sumieniu? Pan wie?

A.S.: Nie wiem jakie ma grzechy. Nie ukrywam, że to nie jest sprawa, która leży w zakresie szefa MON.

J.D-O.: Ale Pan był następcą Radosława Sikorskiego. Cos strasznego Pan zastał w resorcie?

A.S.: Powiem tak: na pewno zawsze można wykorzystać czas, kiedy pełni się jakieś funkcje publiczne.

J.D-O.: Ale stało się cos takiego, co by zagrażało interesom państwa?

A.S.: To nie ja jestem od powoływania ministrów. Prezydent RP spotka się dzisiaj z panem Donaldem Tuskiem. Myślę, że w czasie tego spotkania zostaną wyjaśnione wszystkie wątpliwości. O których się mówi. I to wszystko. Ja nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie.

J.D-O.: A pan by powołał Radosława Sikorskiego?

A.S.: Ale ja nie powołuję. A jakbym miał taką możliwość, to...

J.D-O.: Mówił Pan o Radosławie Sikorskim „zdrajca”.

A.S.: Ale mówiłem w kategoriach politycznych. To są dwie różne rzeczy, to jest ocena zachowania politycznego. Zgodnie z Konstytucją prezydent RP powołuje na wniosek prezesa Rady Ministrów członków Rady Ministrów i tam nie ma możliwości podejmowania innej decyzji. Jeżeli Donald Tusk się uprze, przepraszam za kolokwializm, i przedstawi taki, a nie inny skład Rady Ministrów, to, prezydent powoła ten skład Rady Ministrów. Tylko trzeba zawsze pamiętać o jednej rzeczy, bo prezydent jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej, i trzy obszary które interesują prezydenta, czyli polityka zagraniczna, bezpieczeństwo zewnętrzne i bezpieczeństwo wewnętrzne, są przypisane poszczególnym ministerstwom. I dobrze by było, by osoby, które się desygnuje nam te stawisko potrafiły dobrze współpracować z prezydentem. Bo tu chodzi o polskie interesy. I to tu w tym wszystkim chodzi. Można się upierać, można sobie robić na złość. Tylko pytam się: po co? To nie jest zabawa w piaskownicy. Donald Tusk już nie jest w opozycji, już niedługo będzie prezesem Rady Ministrów RP. Musi o tym pamiętać.

J.D-O.: A to, co się dzieje w PiS to jakby Pan nazwał? Koniec rokoszu? Podobno buntownicy opuszczą partię.

A.S.: Zawsze jest tak, że po wyborach, które nie przyniosły wyniku, który oczekiwaliśmy jest dyskusja, i ta dyskusja ja jest właściwa. Tylko zawsze powstaje pytanie czy ta dyskusja ma przynieść pozytywne efekty dla PiS, czy pozytywne efekty dla poszczególnych osób.

J.D-O.: Paweł Zalewski mówi, że przyjmie propzycje szefowania sejmową komisją sprawa zagranicznych.

A.S.: Tego rodzaju gest z jego strony jest nie do przyjęcia. Mówię to zupełnie otwarcie., Osoba, która przy pomocy partii, która teraz ma rządzić, a w stosunku do tego rządu my będziemy w opozycji, zostaje wybrany przewodniczący, znaczy nie tyle przy pomocy, ale de facto z rekomendacji.

J.D-O.: Ale czy PiS nie powinien się cieszyć, że będzie miał szefa tak ważnej komisji?

A.S.: Dobrą zasadą jest to, że to partie desygnują kandydatów na przewodniczących, a nie inne partie. To tak samo, jak my byśmy zaproponowali PO w poprzedniej kadencji, żeby przewodniczącym jakieś tam komisji został inny polityk niż oni sobie wybrali. No tak nie było. Jeżeli Paweł Zalewski to zrobi, to moim zdaniem nie powinien być w PiS.

J.D-O.: A nie będzie Pan żałował, że nie będzie takich ludzi w partii?

A.S.: Ale to oni sami podejmują decyzje. I zmuszają partię do podjęcia takich, a nie innych decyzji.

J.D-O.: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Prawo i Sprawiedliwość nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Komentarze (1):

• romancatholicdorna @ hotmail.com - 19.11.2007, 2:50

Konrad Szymański: Unii Energetycznej już nie ma

Przyjęte w piątek konkluzje Rady w sprawie unii energetycznej nie zawierają żadnego z pierwotnych polskich postulatów w zakresie bezpieczeństwa dostaw. Wśród 9