RSS
18.05.2011 | Wywiady | Senat | źródło: Nasz Dziennik

Dorota Arciszewska-Mielewczyk: Tusk nie zadbał o symetrię

Waldemar Maszewski: Może Pani wymienić paralele w traktowaniu polskiej mniejszości w Niemczech i niemieckiej mniejszości w Polsce?

Dorota Arciszewska-Mielewczyk: Nigdy taka symetria nie występowała. Mało tego, zdaniem prominentnych działaczy PO, m.in. pana posła Andrzeja Halickiego, przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, mniejszości polskiej w Niemczech nie ma. A skoro nie ma, to nie ma również potrzeby walczyć o prawa dla niej. Musimy przyjąć do wiadomości fakt, że Polską rządzą ludzie, którzy stawiają przed sobą minimalne cele. Dla nich ważniejsze jest, jak wypadną w zachodnich mediach. A mniejszość? Dla rządu Donalda Tuska nie jest to żaden problem, traktuje więc sprawę w kategoriach gorącego kartofla.

W.M.: Jednocześnie są dowody na to, że Berlin konsekwentnie zwodzi stronę polską niespełnionymi obietnicami, nie wykonując nawet podstawowych obowiązków wynikających z treści traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 roku.

D.A-M.: Mamy to, na co sobie zasłużyliśmy. Jesteśmy słabsi, ale to wcale nie oznacza, że musimy prowadzić politykę zagraniczną z podkulonym ogonem. A jeżeli prowadzimy taką politykę, to wówczas nie dziwmy się, że nikt nas nie szanuje. Szacunek nie oznacza dobrej prasy, bardzo często oznacza złą. Szacunek można wypracować sobie niezłomną postawą, determinacją w osiąganiu celów, choć często wbrew powszechnej opinii. Rząd Donalda Tuska pozbawiony jest tych wszystkich cech. Jest to gabinet pokornego trwania, bardzo słaby gracz na arenie międzynarodowej. I nie wiem, czy nie wyraziłam opinii na wyrost.

W.M.: Maciej Płażyński, tragicznie zmarły w katastrofie smoleńskiej prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, uważał, że mieszkający w Niemczech Polacy są dyskryminowani, ponieważ w tym kraju od dziesiątków lat obowiązuje doktryna państwowa pełnej asymilacji.

D.A-M.: Podpisuję się pod tym stwierdzeniem, choć nie słyszałam tej wypowiedzi. Rodzic z mieszanego małżeństwa, który chce sprawować opiekę nad dzieckiem, zawsze przegra z niemieckim współmałżonkiem. Kilka takich spraw pilotowałam i wiem, że Niemcy mają bardzo silne poczucie „więzi plemiennej”. Państwo niemieckie sprawuje nad dziećmi wręcz opiekę rodzicielską, ma np. prawo nakazać uczestnictwo w pewnych zajęciach szkolnych wbrew woli prawnych opiekunów. Głośna sprawa państwa Romejków, którzy dwa lata temu uciekli do USA i poprosili tam o azyl polityczny, pokazuje, że państwo niemieckie chce profilować naród pod jedną sztancę.

W.M.: Przedstawiciele niemieckiej mniejszości otwarcie zaczynają mówić, że nie można dywagować na temat jakiejkolwiek równowagi pomiędzy niemiecką a polską mniejszością, bo polskiej mniejszości w Niemczech nie ma.

D.A-M.: Niemcy zamieszkujący Polskę stracili dobrą okazję, by milczeć. Przed nami stoi wyzwanie: może należałoby odebrać im przywileje niesłusznie nadane. Zastosujmy schemat niemiecki: nie ma żadnej mniejszości niemieckiej w Polsce. Wszyscy obywatele Rzeczypospolitej są równi wobec prawa, w tym również ci, którzy czują się Niemcami z pochodzenia. Jednak nie ma żadnych powodów, by traktować ich w jakiś wyjątkowy sposób.

W.M.: Dlaczego Niemcy nie chcą przywrócić Polakom statusu mniejszości narodowej?

D.A-M.: Bo to się wiąże z nakładami finansowymi. Niemcy potrafią liczyć i dbają o własny interes.

W.M.: Jaką strategię powinien w tej sytuacji zastosować rząd Donalda Tuska?

D.A-M.: Powinien zastosować zasadę symetrii. Nie uznajecie mniejszości polskiej w Niemczech, my odbieramy przywileje Niemcom zamieszkującym w Polsce. Uznajecie - przywracamy przywileje. Do tego trzeba mieć jednak charakter.

W.M.: Wiele wskazuje też na to, że zostaniemy w Niemczech jedyną niezrehabilitowaną grupą pokrzywdzoną przez nazistów - bo zrehabilitowali nawet swoich dezerterów. O czym to świadczy?

D.A-M.: O tym, że polscy politycy mają fajne plecy do klepania. Oczywiście formy poprawności są zachowane: uśmiechy, uściski. Jednak jak przychodzi do konkretów, to - jestem o tym głęboko przekonana - Niemcom trudno powstrzymać się od śmiechu. A dlaczego mieliby zrehabilitować przedwojenną Polonię?

W.M.: Według nieoficjalnych informacji, które pozyskał „Nasz Dziennik”, podczas obrad okrągłego stołu w Berlinie miało dochodzić do zakulisowych nacisków ze strony niemieckiej, aby Polacy w ogóle zrezygnowali z ewentualnych odszkodowań i statusu mniejszości, to wtedy strona niemiecka przychylniej spojrzy na inne postulaty...

D.A-M.: Powinniśmy twardo bronić naszych interesów. To, że Niemcy sobie czegoś nie życzą, jestem w stanie zrozumieć. Przecież oni walczą o swoje, a nie nasze konfitury. Uważam, że przebieg tych rokowań powinien być przedmiotem wnikliwej analizy służb specjalnych, które ustawowo zajmują się bezpieczeństwem państwa. Być może trzeba będzie w przyszłości taką analizę przeprowadzić.

W.M.: Na czerwiec planowane są polsko-niemieckie uroczystości związane z 20. rocznicą podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Mamy co świętować?

D.A-M.: Nie mam wątpliwości, że rząd Donalda Tuska dobrze się bawi. Na tę część nieoficjalną - nie mogą o tym w żadnym wypadku zapomnieć - powinni zabrać ze sobą klęczniki, a później to już tylko tańce... Ale mówiąc już całkiem poważnie: nie uważam, by istniały jakiekolwiek podstawy do świętowania.

W.M.: Ambasador RP w Niemczech Marek Prawda chwali ten traktat i zastanawia się, co dobrze rozumiejący się z Niemcami Polacy mogą jeszcze dać Europie. Jego zdaniem, po 20 latach od podpisania tego dokumentu partnerstwo Warszawy i Berlina nabrało nowego wymiaru i stało się dojrzałe. Czy rzeczywiście?

D.A-M.: To jest mowa dyplomatyczna. Nie warto tego komentować. Naprawdę na poziomie przeciętnego Kowalskiego i Millera zasadniczo nie ma problemów. One pojawiają się na poziomie politycznym. Najlepiej to scharakteryzował guru PO Władysław Bartoszewski: "Brzydka panna na wydaniu", na którą większość kawalerów nawet nie chce spojrzeć, ale ona próbuje na siłę ich w sobie rozkochać.

W.M.: Dziękuję za rozmowę.

Marek Gróbarczyk: Nieracjonalna i niebezpieczna polityka energetyczna włoskiej prezydencji

Nieracjonalna i niebezpieczna - są to słowa, które dobrze opisują plany włoskiej prezydencji, która sprawuje przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej w ciągu