RSS

Komentarz polityczny

Marek Gróbarczyk: Nieracjonalna i niebezpieczna polityka energetyczna włoskiej prezydencji

Nieracjonalna i niebezpieczna - są to słowa, które dobrze opisują plany włoskiej prezydencji, która sprawuje przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej w ciągu więcej
08.09.2014

Marek Gróbarczyk: Nieracjonalna i niebezpieczna polityka energetyczna włoskiej prezydencji

Nieracjonalna i niebezpieczna - są to słowa, które dobrze opisują plany włoskiej prezydencji, która sprawuje przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej w ciągu drugiej połowy bieżącego roku. Urzędnicy włoskiego rządu przedstawili plany, zgodnie z którymi obecnie zarządzają całą Unią. Zamierzenia te nie są jednak korzystne dla UE, a w szczególności państw Europy Środkowowschodniej, w tym również Polski, za to bardzo sprzyjają gospodarczym interesom Federacji Rosyjskiej. Ma to tym większe znaczenie, że Europa powinna pokazać jeszcze większą solidarność i spójność podejmowanych działań w kontekście agresji wojskowej Moskwy na terytorium Ukrainy, a także konieczności zapewnienia dostaw surowców energetycznych w związku ze zbliżającą się zimą.

Na posiedzeniu Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego włoska prezydencja zaprezentowała podstawowe priorytety dotyczące unijnej polityki energetycznej. Włoscy politycy wskazali, że ich zamierzenia dotyczą walki z ociepleniem klimatu, przestawienia unijnej gospodarki na źródła odnawialne oraz jej tzw. „dekarbonizację”, czyli rezygnację z węgla kamiennego do 2030 r. Działania te są głęboko nieracjonalne, jeżeli zważy się na fakt, że już obecnie koszty energii elektrycznej oraz ogrzewania są dla odbiorców końcowych cztery razy wyższe, aniżeli w Stanach Zjednoczonych! Rezygnacja z węgla oraz przestawienie procesów gospodarczych na pozyskiwanie tzw. „zielonej energii” znacząco nie przyczynia się do ochrony środowiska, a jedynie niesie poważne skutki społeczne w postaci wzrostu kosztów produkcji przemysłowej, ogrzewania i prądu, jak również destabilizuje bezpieczeństwo energetyczne wielu krajów oraz konkurencyjność poszczególnych gospodarek. To ostatnie jest szczególnie istotne w kontekście Polski, której grozi utrata tysięcy miejsc pracy, jako efektu rezygnacji z procesów technologicznych wykorzystujących węgiel, jako podstawy surowiec energetyczny.

Co więcej, włosi bagatelizują wydobycie gazu łupkowego, jak również w dalszym ciągu proponują państwom członkowskim korzystanie z importowanego gazu ziemnego. To ostatnie rozwiązanie jest o tyle zdradliwe, że gaz ten Europa musi skądś kupić i są to dwa kierunki - wschodni (Moskwa) oraz południowy (szeroko pojęte kraje arabskie). Nie trzeba zaś chyba nikogo przekonywać, że w obydwu przypadkach są to propozycje niebezpieczne i rażące brakiem stabilności dostaw. Włoska prezydencja bezrefleksyjnie podchodzi do wydarzeń z 2009 r., kiedy to Władimir Putin - tylko ze względów motywowanych politycznie - „zakręcił kurek” z gazem państwom Europy Środkowowschodniej, co również bardzo dotkliwe odczuł polski przemysł wielkiej syntezy chemicznej oraz zakłady petrochemiczne. Również perspektywa powstania „Państwa Islamskiego” musi nakazywać szczególną ostrożność w budowaniu bazy importowej opartej na dostawach z państw arabskich. Wobec tych zagrożeń włosi jednak milczą, proponując jedynie budowę rewersów przesyłowych pomiędzy systemami rurociągów gazowych. Jeżeli nie będziemy mieli własnych alternatywnych metod pozyskiwania gazu, to nawet nie będzie czego przepompowywać za pośrednictwem takich interkonektorów.

W tej sytuacji, obecnej prezydencji chciałoby się powiedzieć - skoro nie pomagacie, to chociaż nie przeszkadzajcie Polsce w wydobywaniu gazu łupkowego. Nie są bowiem dla nas Polaków, jak i dla całej Europy, do zaakceptowania włoskie plany. Urzędnicy projektują bowiem szereg regulacji prawnych, które praktycznie zahamują jakiekolwiek prace związane z wydobyciem tego surowca energetycznego z łupków. Proponowane ograniczenia są głęboko nieracjonalne, różne od tych, które obowiązują na świecie, nie mając nic wspólnego z ochroną środowiska. Mogą się natomiast przyczynić do jeszcze większej ekonomicznej zapaści naszego kraju oraz pogłębienia zależności energetycznej od dostaw zewnętrznych.

Wszystkie te propozycje obecnej prezydencji dobitnie świadczą, że oderwała się ona od sytuacji panującej w Europie, od głębokich problemów gospodarczych oraz polityki siły realizowanej przez Moskwę. Problem ten należy szczególnie dobitnie zaznaczyć, że przyszła szefowa unijnej dyplomacji, Federica Mogherini, nazwała zestrzelenie przez wojska rosyjskie malezyjskiego samolotu nad Ukrainą „nieszczęśliwym wypadkiem”. Jeżeli tak ma wyglądać polityka UE, to lepiej szykujmy ciepłe kurtki i buty, bo sroga zima nadchodzi, a Moskwa już zapewne ćwiczy zakręcanie kurków z gazem, o czym zresztą donosi rząd Ukrainy. Sytuacja ta będzie pierwszym, a zarazem najważniejszym testem dla Donalda Tuska, który musi zdecydować, czy będzie strażnikiem interesów Polski, czy też nadal pupilem salonów Europy Zachodniej, po cichu wspierających Władimira Putina.

Marek Gróbarczyk
poseł do Parlamentu Europejskiego wybrany z listy Prawa i Sprawiedliwości