RSS

Komentarz polityczny

Konrad Szymański: Unii Energetycznej już nie ma

Przyjęte w piątek konkluzje Rady w sprawie unii energetycznej nie zawierają żadnego z pierwotnych polskich postulatów w zakresie bezpieczeństwa dostaw. Wśród 9 więcej
10.04.2013

„Zbigniew Wassermann był dobrym, prawym, szlachetnym człowiekiem”

W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego.

(Z Drugiego Listu świętego Pawła Apostoła do Tymoteusza)

Wiem, że ta tragedia wydarzyła się naprawdę, ale cały czas nie mogę w to uwierzyć. Wśród tych wszystkich zmarłych Wspaniałych Ludzi był Ktoś szczególnie mi bliski. Był dobrym, prawym, szlachetnym Człowiekiem.

Zbigniewa Wassermanna, bo o nim mowa, poznałem w 2003 roku, kiedy zacząłem pracę w Biurze Prasowym Prawa i Sprawiedliwości. Później kiedy był Ministrem-Koordynatorem Służb Specjalnych, byłem jego rzecznikiem prasowym. Przez prawie dwa lata spotykaliśmy się codziennie. Mieliśmy nawet taką niepisaną umowę, że kiedy nie mógł odbierać telefonu, to później oddzwaniał. Współpracę kontynuowaliśmy do Jego ostatniego dnia. Żegnając się w piątkowy wieczór, umówiliśmy się na spotkanie w poniedziałek.

W sobotę po 9 rano, kiedy dotarły pierwsze informacje o tragedii, złapałem odruchowo za telefon, by do niego zadzwonić. Telefon nie odpowiadał, Minister nie oddzwonił, ale jakoś podświadomie czekam, że jednak oddzwoni. Przecież, tak robił zawsze.

Umawialiśmy się, jakie zadania będziemy robić w tym tygodniu, a dzisiaj po południu mieliśmy się spotkać w Sejmie.

Cały czas w uszach brzmi mi rozmowa z ostatniej środy. Kiedy siedzieliśmy razem z Ministrem, panią poseł Beatą Kempą, Mają Jankowską. Minister powiedział, że w ostatniej chwili pojawiła się możliwość, że może lecieć do Katynia. Nie był przygotowany na ten lot. Nie wziął nawet paszportu z Krakowskiego domu. Powiedziałem wtedy, zachęcając Go do podróży: „Panie Ministrze to wielkie historyczne wydarzenie. Taka szansa może się więcej nie powtórzyć. Będzie pan miał wspaniałe wspomnienia”. Jeszcze w piątek rano odbierałem przysłany naprędce z Krakowa paszport.

Kiedy byłem Jego rzecznikiem prasowym i umawiałem poranne audycje radiowe i telewizyjne zawsze umawialiśmy się, że zadzwonię rano, tak kontrolnie, żeby sprawdzić, czy Minister nie zaspał. Dlatego nawet w piątek żartowaliśmy, czy tym razem mam też zadzwonić, tak na wszelki wypadek. Powiedział, że wcześniej pójdzie spać, więc na pewno nie zaśpi.

Bardzo kochał swoją rodzinę. Zawsze z utęsknieniem czekał piątkowego wieczoru, kiedy mógł wreszcie wrócić do nich do Krakowa. Do ukochanych Najbliższych: żony, córek, syna, synowej i wnuczek. Za to w poniedziałek przyjeżdżał naładowany energią do całotygodniowej pracy, ale już z nutą tęsknoty za nimi.

Był człowiekiem o niezwykłej kulturze. Znał i używał słów, po których możemy poznać i ocenić ludzi; słów: proszę, dziękuję, przepraszam. Potrafił je stosować na co dzień. Ceniliśmy, myślę, że mogę powiedzieć to w liczbie mnogiej, w imieniu wielu osób, które z nim współpracowały, jego takt i szacunek, jakie okazywał innym.

Był wybitnym prawnikiem, który mimo tego zawsze chciał usłyszeć, jakie zdanie mają inni eksperci. Wiele się od niego nauczyłem, bo każda z nim rozmowa niosła ze sobą nową porcję wiedzy i to nie tylko prawniczej.

Potrafił słuchać innych i zawierzać ich radom. Wielokrotnie się o tym przekonałem. Był otwarty na argumenty i porady współpracowników.

A przecież większość z nas jest dużo młodsza i mniej doświadczona. Wspominając tych kilka lat pracy, dopiero teraz dostrzegam ilu młodych, zaledwie dwudziesto i trzydziestoparoletnich ludzi z nim współpracowało.

Był dla mnie, dla Nas Autorytetem!

Na zawsze pozostanie w Naszej pamięci.

Polska straciła wielu wybitnych ludzi. Po 10 kwietnia nic nie będzie takie same.

Requiescant in pace

Krzysztof Łapiński